złota amerykańska jesień
Przede wszystkim podziekowania dla bmolla za przypomnienie, bo nie wiem czemu wydawalo mi sie ze ta notka juz wisi na blogu :P Na oslode prawdziwy rarytas – w tytule notki sa jak na razie pierwsze i jedyne polskie znaki diaktryczne :) Niestety jesien juz nie taka zlota i zrobilo sie chlodniej, ale w Pittsburghu temperatura jest kosmicznie zmienna (od 2 do 20 stopni w jednym tygodniu), wiec jeszcze sie nie nastawiam na zime.
Tak jak wspominalem slowo (lub dwa) o bankach. Zlosc, ktora mnie zainspirowala do tematu juz przeszla, ale to za chwile. Przede wszystkim jest drogo w porownaniu do Europy. Zwlaszcza jesli chce sie uzywac banku jak w domu. Najlepszy przyklad to przelewy. Za kazdy przelew przychodzacy z Polski musialem zaplacic $13! Zaraz ktos powie, ze to przelew zagraniczny, ale do Lloydsa przychodza funty bez zadnych prowizji. Poza tym te $13 dotyczy tez przelewow krajowych, nie mowiac juz o tym ze nadanie przelewu to koszt $20! Damn, ponad 30 baksow oplat zeby wyslac komus np. dyche :) Nic dziwnego ze nikt z nich nie korzysta i ludzie wysylaja czeki (albo placa sobie Paypalem, co w Europie nie zaskoczylo).
Poza tym oplaty za overdraft sa nieziemskie. Inaczej niz w Londynie placi sie od kazdej transakcji poza limitem, od razu i w dodatku $22. A poniewaz dalem ciala i zapomnialem ze Paypal sciaga kase w poniedzialek za weekendowe zakupy to skasowali mnie $88, a najlepsze ze jedna z tych oplat byla za obiad za $6 :P Strasznie sie wtedy wnerwilem, ale nic sie nie dalo zalatwic (znowu – inaczej niz w Londynie), bo podobno zamrozili im fundusze na refundowanie kar dla dobrych klientow (nie ma to jak dbac o klienta w kryzysie)… Na szczescie minelo juz troche czasu, zlosc mi przeszla i uznalem to za podatek od braku mozgu – przynajmniej mam nauczke. Poza tym zeby sobie choc troche odbic, przeszedlem na karte debetowa, na ktora dostaje 10 centow od kazdej transkacji. Zobaczymy ile sie dozbieram :)
